Rozdział I - Melusine
20XX, jesień To już kolejny miesiąc tej apokalipsy. Dziennik pewnej kobiety obfitował w kolejne to nowe teksty, w których opowiadała o wydarzeniach, miejscach oraz jej dochodzeniach na temat rozwijania się i leczenia wirusa. Rudowłosa dziewczyna szła wręcz na palcach po ulicach miasta, a raczej przedmieścia. Patrolowała te miejsce, aby skontrolować, czy na pewno nie pojawił się nowy mutant w okolicy. Gdyby tak było, na pewno musiałaby skontrolować obronę domu, a co najważniejsze, uzbroić się przed potworem. Spacery nie były najbezpieczniejsze, ale były najcichsze i dzięki temu nie zwracała na siebie większej uwagi. Mogła chować się za kontenerami oraz w budynkach. Zombie na przedmieściach było raczej mało, rzadko zdarzały się ataki, a domy obfitowały w łupy, jakie mogła wsadzić do skrytki. Jej dom, mała chata zabita dechami i odgrodzona siatką z drutem kolczastym. Na szczęście, zombie i mutanty nie zbliżały się do takich miejsc, a Mel wiedziała, że mogła być bezpieczna. Ubrana w workow...


Komentarze
Prześlij komentarz